#MeattheFacts

Podejmując decyzję, akceptujesz także wszystkie jej konsekwencje. Zawsze warto poznać obie strony medalu, zanim dokonasz wyboru. Zebraliśmy kilka informacji, które mogą okazać się przydatne dla
#MeattheFacts

Uwolnić konie czy lepiej je zrozumieć? Dylemat dobrostanu zwierząt – rozmowa z dr. Rhysem Evansem

Bohaterem kolejnej odsłony cyklu wywiadów European Livestock Voice realizowanego we współpracy z Europejską Federacją Zootechniczną (EAAP) jest dr Rhys Evans – pochodzący z Kanady ekspert zajmujący się relacjami między człowiekiem a koniem. Choć niedawno zakończył pracę akademicką w Norwegii, nadal działa jako konsultant. Jako były przewodniczący Komisji Koni EAAP od lat promuje naukowe badania nad interakcjami człowieka z koniem. Jak podkreśla, jego obszarem zainteresowań nie są same konie, lecz zmieniająca się relacja między ludźmi a tymi zwierzętami.

Zdaniem Evansa trudno jednoznacznie sklasyfikować konie. Nie są wyłącznie zwierzętami towarzyszącymi ani typowymi zwierzętami gospodarskimi – w pewnym sensie są jednym i drugim. „Nie zaprasza się konia do kuchni” – żartuje – „ale więź z nim może być niezwykle bliska”. Przywołując słowa Winstona Churchilla i Ksenofonta, zwraca uwagę na wyjątkową rolę emocjonalną i symboliczną, jaką konie odgrywały w historii człowieka.

Obecnie konie hodowane są na potrzeby sportu, hipoterapii, turystyki i rekreacji, a w znacznie mniejszym stopniu również do produkcji żywności. Z naukowego punktu widzenia podlegają tym samym dyscyplinom badawczym co inne gatunki zwierząt gospodarskich. Badania obejmują m.in. genetykę, zdrowie i dobrostan.

Jednocześnie Evans zastanawia się, czy we współczesnym społeczeństwie, które coraz częściej przypisuje zwierzętom ludzkie cechy i emocje, nie tracimy właściwej perspektywy. Czy nie projektujemy na zwierzęta własnych potrzeb emocjonalnych?

Jak podkreśla, relacje człowieka z koniem nigdy nie były czymś stałym. Zmieniały się wraz z wartościami i oczekiwaniami społecznymi. Dla części ludzi mięso końskie pozostaje normalnym elementem diety, podczas gdy inni sprzeciwiają się nawet jeździe konnej. Te różnice odzwierciedlają szerszą debatę dotyczącą naszego stosunku do zwierząt i sposobu, w jaki je postrzegamy. Coraz więcej osób uważa, że konie nie powinny służyć do jazdy konnej. W ich ocenie zwierzęta te mają wartość samą w sobie, niezależnie od sposobu użytkowania, a najważniejsza jest relacja, jaką tworzą z człowiekiem.

Równocześnie świnie i kury coraz częściej stają się zwierzętami domowymi. W dużych miastach przybywa gospodarstw domowych, w których są psy i koty, ale nie ma dzieci. Zjawisko to częściowo wiąże się z obawami dotyczącymi zmian klimatu oraz spadającą liczbą urodzeń. Evans ostrzega jednak, że takie zmiany w postrzeganiu zwierząt mogą niekiedy przynosić skutki odwrotne do zamierzonych. Apele części środowisk aktywistycznych o „wyzwolenie” zwierząt udomowionych pomijają bowiem biologiczne i historyczne uwarunkowania ich funkcjonowania.

Konie są tego dobrym przykładem. Jak zauważa Evans, współczesny koń jest w dużej mierze efektem działalności człowieka. W Europie liczebność populacji koni spadła o około 90 proc. między 1921 a 1971 rokiem, wraz z zanikiem ich przemysłowego wykorzystania. Dziś konie hodowane są przede wszystkim dlatego, że ludzie chcą je posiadać, a nie dlatego, że są niezbędne do pracy.

Pozostawienie ich samym sobie i oddanie im pełnej „wolności” nie zawsze kończy się dobrze. Evans przypomina doświadczenia z kryzysu gospodarczego w Stanach Zjednoczonych w 2008 roku, kiedy wiele koni zostało porzuconych. Zwierzęta te często nie posiadały umiejętności niezbędnych do przetrwania na wolności, a dzikie stada nie akceptowały nowych osobników. W efekcie zamiast wolności pojawiało się cierpienie.

Zdaniem naukowca kluczowe znaczenie ma znajomość etogramów, czyli charakterystycznych dla danego gatunku wzorców zachowań. To one pozwalają zrozumieć zwierzęta zgodnie z ich naturą, a nie przez pryzmat ludzkich wyobrażeń. W przypadku koni wiele etogramów opracowano jednak na podstawie obserwacji prowadzonych w sztucznych warunkach, przez co nie zawsze oddają pełny obraz zachowań tych zwierząt. Dlatego obecnie coraz więcej badań prowadzonych jest na populacjach żyjących w stanie zdziczałym, aby lepiej poznać ich naturalne zachowania.

Podobne pytania dotyczą także innych gatunków. Czy na przykład trzymanie border collie w mieszkaniu, bez możliwości pracy i odpowiedniej stymulacji, rzeczywiście odpowiada potrzebom tego psa?

Ostatecznie Evans przekonuje, że troska o dobrostan zwierząt wymaga przede wszystkim zrozumienia ich natury. Nie chodzi o to, by zwierzęta były takie, jakimi chcielibyśmy je widzieć, ale by uwzględniać ich rzeczywiste potrzeby. Współczesne konie kojarzą dziś bardziej paszę sojową i stajnie niż dzikie stepy, po których poruszały się ich przodkinie. Procesu udomowienia nie da się cofnąć. Możemy jednak – i powinniśmy – brać odpowiedzialność za zwierzęta oraz za świat, który dla nich stworzyliśmy.